Ultras, koszer, mrok, a może... hobbysta?

29 stycznia 2018

Tomasz Łomnicki

Autor: Tomasz Łomnicki

Nie da się ukryć, że każda osoba, która zaczyna zagłębiać się w świat rekonstrukcji dosyć prędko natrafi na swoistą nowomowę, która panuje w tym światku. A także wszelkiej maści podziały, wzajemne złośliwości, animozje i inne wynikające z różnego sposobu patrzenia na to czym jest rekonstrukcja. Ludziom w jednej grupie często trudno dojść do porozumienia w tej kwestii, a co dopiero całej rzeszy takich osób! Nie ma łatwo, oj nie.

Nie da się ukryć, że każda osoba, która zaczyna zagłębiać się w świat rekonstrukcji dosyć prędko natrafi na swoistą nowomowę, która panuje w tym światku. A także wszelkiej maści podziały, wzajemne złośliwości, animozje i inne wynikające z różnego sposobu patrzenia na to czym jest rekonstrukcja. Ludziom w jednej grupie często trudno dojść do porozumienia w tej kwestii, a co dopiero całej rzeszy takich osób! Nie ma łatwo, oj nie.

Niestety bowiem jedno spojrzenie na rekonstrukcji różni się od drugiego nad wyraz drastycznie. Postaramy się Wam to przedstawić poniżej, na przykładzie zmyślonego rozwoju przypadkowej postaci.

Lubię historię…


Jan Kowalski od dziecka interesował się historią, która fascynowała go najbardziej ze wszystkich przedmiotów. Zastanawiał się jakby to były żyć w danych wiekach, ubierać się jak w XVII wieku, walczyć. Po prostu przenieść się w czasie. Oczywiście obowiązkowo ma zaliczony cały potrzebny mu kanon, czyli Trylogię Sienkiewicza wraz z ekranizacją, wszelkiej maści Czarne Chmury i inne. Ponadto zdarzyło mu się grać w Dzikie Pola, także już nawet wie, ze umie mówić „po staropolsku”. Przez „Pamiętniki” Jana Chryzostoma Paska nie przebrnął, bo tutaj za dużo łaciny i innych dziwactw. Przeczytał jednak książki Jacka Komudy, więc ma już ogląd na historie Polski z dwóch stron! Liczy się szabla, wolność, fantazja!

…jestem „patryjotą”…


Właśnie, w Kowalskim rozwinął się potężny „patryjotyzm”, który buzuje w nim i szuka ujścia. Janek już wie, że husaria była najlepsza, najszybsza, najstraszliwsza, najpiękniejsza i w ogóle bardziej „Naj” niż niejedno czasopismo. Wie, że szabla, to tylko husarska w czarnej pochwie, a paluch u szabli jest dlatego, że husarz wolał mieć połamane palce aniżeli wypuścić broń z ręki. Zdaje sobie sprawę z tego, że trzeba mieć na sobie tony żelastwa. I wie też, że tylko szlachta, Waszmościowie, Panowie Bracia, towarzysze może spełnić jego pragnienia, a całe zachodnie oddziały to „pludracy” zaś piechota to „chamstwo”.

Kowalski zatem ogarnął temat i zadecydował kim będzie: Towarzyszem Husarskim lub Pancernym. I to są jedyne chwile w których akceptuje zwrot „towarzysz” bez dodawani epitetów o sierpach i młotach bijących w hołotę (bo przy okazji poszukiwań Janek nabył wiedzę też o XX wiecznej historii).

…zostaję mrokiem…


Niestety prędko okazuje się, że koszta potrzebne do zostania Panem Husarzem są nad wyraz duże i tłuką po kieszeni oraz po schowanym wężu. Mimo to Janek Kowalski dalej twardo brnie w rekonstrukcję i wie jak minimalizować koszty. Okazuje się, że ciocia była kiedyś krawcową, ma maszynę, rozeznaje się w temacie doskonale. Przy okazji udziela mu informacji, że ma dojścia do ładnego „materiału we wzorki” oraz „że tak się przecież nie szyje”. Janka rozpiera duma, bo już ma etapie cioci poprawia błędy w wykrojach.

Zakup szabli też nie stanowi problemu, bo w pewnym serwisie o włoskiej nazwie jest tego od groma i to takich z napisami o Ojczyźnie i Zwycięstwie. Janek jest szczęśliwy, zamawia i czeka na dostawę, szabla przychodzi bardzo ciężka, ale przecież taka ma być. Będzie dużo walczył, to mu się ręka wyrobi.

Jankowi cały czas dopomaga szczęście, bo zakupił oficerki Ludowego Wojska Polskiego. Po prawdzie wzdraga się na myśl, że nosi buty, które pochodzą z czasów okupowania Polski przez hołotę, która miała kolor jego żupana bez wzorków, ale wie, że butki będą od teraz służyły dobrej sprawie.

Na zbroje, szyszak, skrzydła oraz konia go nie stać, ale się nie zraża, bo będzie husarzem po cywilnemu.

Wpisując w znanej wyszukiwarce słowa „Husarz”, „strój”, „szabla”, „hajdawery” trafia na FREHA. Jest szczęśliwy, że znalazł forum równych mu pasjonatów, ale tez załamany, że jest tak obszerne i tyle trzeba w nim szukać. By jednak być odpowiedzialnym zakłada nowy wątek: „Jaki strój dla husarza”. Jest dumny, bo wypełnił swoje zadanie i wykazał się niespotykaną dociekliwością.

…oblewam zimną wodą…


Kowalski doznaje szoku gdy na forum otrzymuje posty, które mniej lub bardziej delikatnie sugerują mu, że już było z dziesięć takich samych tematów i że opcja „Szukaj” nie gryzie. Zostaje wyśmiany przez nieznanych mu ludzi, którzy maja większe doświadczenie od niego, a którzy narzekają na to jak wiele razy trzeba to samo tłumaczyć. Jest mu przykro, bo chciał dobrze… W tłumie sześciu postów natrafia na dwa, które także pochodzą od doświadczonych rekonstruktorów jednak pisane na spokojnie i tłumaczące o co chodzi.

Janek bierze się w garść! Zaczyna się edukować, pytać, czytać. Trafia na fora różnych grup, z których dowiaduje się jeszcze więcej. Kipi w nim od entuzjazmu, składa krytykę za błędy i wypaczenia z którymi miał do czynienia do tej pory. Postanawia odwrócić wszystko o 180 stopni, teraz to będzie życie.

…idę w koszer…


Jan Kowalski poszedł zatem w drugą stronę! Chce rekonstruować piechura polsko-węgierskiego i ma ochotę zrobić to naprawdę wiernie. Tutaj pojawia się słowo: „koszer”, czyli koszerność stroju wynikająca z tego, że wszystkie elementy, które będzie posiadał są uzasadnione historycznie. Jeżeli taka postać chodzi w niskich butach, to dlatego, że w źródłach (ikonografia wszelkiej maści, pamiętniki, badania archeologiczne) wyraźnie widać, ze ta formacja takich używała. Nie nosi natomiast miecza, bo źródła nic o tym nie wspominają, więc dany sprzęt były „nie koszer”, a przez psuł całą „koszerność” stroju.

Niestety Kowalski łapie najgorszego bakcyla w świecie hobbystów: bufonadę oraz moje jest lepsze i jest wrogiem twojego. A przecież koszerność kręci Janka niemiłosiernie. Z lubością wytyka innym ich błędy, z pogardą zaczyna patrzeć na tych, którzy nie idą jego tokiem rozumowania.

Grupa do której należy go denerwuje, bo nie chce być tak bardzo koszer jak on! Kowalskiego trafia niekoszerna cholera gdy nie wyrażają chęci na nowe obszywanie się, zmiany, większą ilość wyjazdów w roku. Janek nie przyjmuje do wiadomości, że dla połowy grupy, to jest hobby jak każde inne (lubią tez planszówki, piwo i książki), a tak to mają prace i rodzinę, którym poświęcają dużo czasu. I ogólnie mają dystans oraz luz.

Janek jest studentem i wie co to brak czasu, a musi dawać sobie rade, więc niech go nie pouczają.

Kowalski postanawia pójść własną drogą, czuje, że będzie spełniony.

Ale, ale! To nie jest takie proste! Bo nadal ktoś patrzy na niego z pobłażliwym uśmieszkiem…


…staję się ultrasem…


No tak! Przecież to oczywiste. Janek żałuje, że tak późno na to wpadł, jak późno odkrył tę drogę. Ultras. To moc. To siła. To potęga. Kowalski zamawia ręcznie tkaną wełnę, na rekonstrukcji krosien z XVII wieku, skórę wyprawioną ze zwierzęta zabitego jeszcze przed ustawą o uboju rytualnym. Wszystko szyte ręcznie, z prawdziwym potem na czole, bólem w dłoniach, zgrzytem zębów oraz grubym słowem cisnącym się na usta. Wszystko jest prawie takie jak czterysta lat temu! Może owca genetycznie niespójna, a Janek ma opory przed wstrzyknięciem sobie dżumy aby sprawdzić czy przeżyłby zarazę (historycznie tereny z których pochodzi jego postać były nawiedzone przez „morowe powietrze”).

I wszystko byłoby idealnie, bo miałby wspaniały strój, którym może się pochwalić. Dumę z niesamowitego efektu, który daje ciężka praca włożona w zdobywanie wiedzy. Szacunek i podziw ludzi, z którymi rozmawia oraz tłumaczy co i jak. Prawdziwy rekonstruktor na poziomie, skarbnica wiedzy, z która warto pogadać. Swój człowiek.

Ach, gdyby nie ten załapany bakcyl bufonady.

Gdy Janek wchodzi na FREHA, to dostaje spazmów widząc ludzi, którzy błądzą jak dzieci we mgle! Jak widzi „mroka” to odwraca głowę w drugą stronę. Nabawił się tiku nerwowego od ciągłego utyskiwania na słaby poziom rodzimej rekonstrukcji. A przecież chodzi o dobrą zabawę, tylko wystarczyłoby być…

Właśnie? Kim? Ultrasem, koszer, fanatykiem, mrokiem?

A może… Hobbystą?

ReCreator to firma zajmująca się łączeniem przeszłości z teraźniejszością, nauką historii w oparciu o nowe metody, a także popularyzacją historii.

Na skróty

  • Poznaj ofertę
  • Zespół
  • Jak pracujemy
  • Wpisy na blogu

Kontakt

Telefon:  +48 123 456 789
E-mail: kontakt@re-creator.pl

Randomowa 4
12-345 Kraków